Eliza Michalik, wielka gwiazda Super Stacji – kilka lat temu na skutek zbiorowej furii blogerów Salonu 24 przestała prowadzić tutaj swój blog..

Zorganizowane wówczas przeciw niej działania, przerastały nieporównanie swoją determinacją, ewentualną przewinę Elizy Michalik. Zarzut plagiatu wydaje się dziś żałośnie śmieszny wobec zasięgu i agresywności ataku, przy pomocy, jak zawsze w takich przypadkach, pożytecznych idiotów i i grupki usłużnych, lepiej zorientowanych „o co biega”.

Organizujący nagonkę doskonale zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi blog Elizy Michalik. Jej swada, prostolinijność, świetne posługiwanie się słowem, bezkompromisowość, skłonność do żartu i dar celności kpiny. Mądrej kpiny. A przede wszystkim dar przyciągania uwagi czytelnika. No i mlodość i uroda.

Dziś, gdy znam sposoby grupowego atakowania, organizowane akcje , gdy niejedną już taką przeżyłam, gdy realizowano celowe wciąganie kogoś z „obozu przeciwnego” pod byle pretekstem – by akcję uwiarygodnić, gdy sama parokrotnie byłam obiektem takich zakusów – przypominam sobie ten zbiorowy strach przed zdrowym rozsądkiem Elizy Michalik.

 

Kiedy pojawia się tu ktoś, kogo jedynym zajęciem jest dyskredytowanie mnie i moich tekstów, pod pozorem „nicniewiedzenia” ani o mnie, ani o tym co piszę – ale równocześnie treść JEDYNEJ notki autora bloga świadczy doskonale o jego orientacji w sprawach salonowych –bo tematem jej, jest ni mniej ni więcej, informacja o dacie procesu maryli z Igorem Janke, podana ze swoistą satysfakcją –to mam nieodparte wrażenie INWIGILACJI a po drugie wiem, że przychodzi tu z konkretnego miejsca, z tej „drugie” strony. I nie mam wątpliwości po co przyszedł.

 

Dyskredytacja, inwigilacja i chamstwo, jako broń!

Czy jest to broń skuteczna?

 

Nadzieje na zniszczenie Elizy Michalik, ziściły się. Akcja objęła działania daleko wykraczające poza Salon 24. Dotarto do jej pobożnego pracodawcy i wymuszono na nim zwolnienie dziennikarki. I ani profesjonalizm Elizy Michalik, ani jej sytuacja osobista, ani pozbawienie jej środków do życia ani wzgląd na dziecko – nie wyhamowało akcji przeciw niej. Dopiero, kiedy rozentuzjazmowani, zmęczeni walką z jedną drobną kobietką „bohaterowie” tej jednej z najobrzydliwszych nagonek, jakich świadkiem dane mi było być – otrzepywali rączki zmęczone od podnoszenia kamieni – dopiero wtedy zrozumiałam, że byłam świadkiem narodzin zinstytucjonalizowanej formy chamstwa, jako świadomej, celowej, metody działania.

 

Eliza Michalik, dzisiaj jest poza zasięgiem próbujących ja zniszczyć. Pozycja, jaką osiągnęła – zapewne jest solą w oku niejednego z tych, którzy w bezpardonowej walce przeciw niej chcieli zbudować sobie własną pozycję a przynajmniej „mieć plusa” w kręgach,decydenckich, które zniszczenie Elizy Michalik nakazały.

Dlaczego akurat dziś naszło mnie na pisanie o Elizie Michalik?

Ano, nie tylko dlatego, że osobiście cieszy mnie fakt, że sobie poradziła, że nie dala się zjeść hałastrze, że mam poczucie satysfakcji, że stając w jej obronie wtedy, broniłam człowieka przed zaszczuciem, bo gdy widzę uciekającego, gonionego przez motłoch – zwykłam otwierać drzwi.

Ale przede wszystkim dlatego, że widzę dziennikarkę z prawdziwego zdarzenia. Wyrazistą. Mającą swoje poglądy i zdecydowanie umiejącą ich bronić. Nie próbującą udawać obiektywnej – w sytuacjach, gdy subiektywna prawda i tak sama wylezie z tekstów a zależności same się ujawnią.